Przy odrobinie wysiłku można zbliżyć do siebie dwa kontynenty

Od kilku lat z powodzeniem rozwija karierę w Stanach Zjednoczonych. Z różnych względów długo nie pracowała w Polsce, ale w końcu pojawiła się propozycja, która ją uwiodła. Po przeczytaniu scenariusza komedii "7 rzeczy, których nie wiecie o facetach", poczuła że nadszedł czas, by znowu zagrać w ojczyźnie. Film trafi do kin 26 lutego, a Alicja zapewnia, że pokaże się w nim widzom z zupełnie innej strony.



Masz w domu czarną listę producentów filmowych z Polski, których propozycje odrzuciłaś?

Nie, absolutnie (śmiech). Zawsze podkreślałam, że jestem otwarta na propozycje z Polski. Te, które do mnie trafiały, albo nie były ciekawe, albo nie udawało mi się czasowo zgrać ich z moimi sprawami w Stanach Zjednoczonych. W przypadku "7 rzeczy, których nie wiecie o facetach" zdołałam wszystko ze sobą pogodzić. Muszę przyznać, że pan Tadeusz Lampka, producent filmu, ma niesamowitą siłę przekonywania. Mam do niego ogromny sentyment, znamy się odkąd zaczęłam grać w serialu "Na dobre i na złe". Był wytrwały, pamiętał o mnie przy swoich kolejnych projektach, a po przeczytaniu scenariusza jego najnowszej komedii od razu wiedziałam, że nadszedł czas, by zagrać w polskim filmie.

Co cię urzekło w tym scenariuszu?

Jest świetnie napisany, świeży i mądry. Gdy czytałam go pierwszy raz, kilka razy się roześmiałam. Za każdym kolejnym czytaniem nadal wybuchałam śmiechem w tych samych momentach. Uznałam to za dobry znak. "7 rzeczy, których nie wiecie o facetach" to odważny i interesujący film, nie powiela schematów ze znanych komedii. Każdy wątek jest odmienny, niektóre są lekkie, inne dotykają bardzo ważnych życiowych tematów.

Interesujący scenariusz to jedno. Musiała cię także przekonać rola, którą ci zaproponowano. Co wyjątkowego ma w sobie Basia?

Jest osobą odmienną ode mnie, różnimy się pod wieloma względami, nigdy nie grałam tego typu postaci. Podoba mi się w niej to, że przechodzi metamorfozę. Pod wpływem pewnego zdarzenia będzie musiała przebudować życie i związek. Zmienić się. Dla aktora to interesujące, gdy w postaci dokonuje się przemiana. Moja bohaterka jest związana ze swoim partnerem Tomaszem (Mikołaj Roznerski - przyp. aut.) od szkoły podstawowej. Są do siebie bardzo przyzwyczajeni, zżyci, zachowują się podobnie, mają takie same zwyczaje. W tej relacji brakuje świeżości, elementu zaskoczenia, pasji. Ich historia to przestroga, że taki związek może iść w nieodpowiednim kierunku.

Dowiedziałaś się czegoś o facetach dzięki temu filmowi?

Wciąż niewiele wiem o facetach, za to coraz więcej o sobie w ich kontekście, o moich relacjach z nimi. W odniesieniu do mężczyzn uczę się siebie. W damskich kręgach mówi się, że faceci są dość ograniczeni i że zachowują się stereotypowo, ale to nie jest reguła. Ja tego nie zauważam, może dlatego, że interesują mnie mężczyźni nietuzinkowi? Dzięki "7 rzeczy, których nie wiecie o facetach" i mojej bohaterce, chodzącej w domu w wyciągniętych dresach, dostałam cenną lekcję. Uzmysłowiłam sobie, czym jest ten wyjątkowy element garderoby. Też mam takie, ale do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, jak negatywne w skutkach może być ich noszenie (śmiech).

Jak ci się grało z Mikołajem Roznerskim, Twoim filmowym partnerem?

Bardzo dobrze, mieliśmy, jak mówi się w środowisku aktorskim, dobry przelot. Wspieraliśmy się wzajemnie, było dużo śmiechu i lekkości. To szczęście trafić na takiego partnera.

Czy rola w tym filmie to dla ciebie przyczynek do powrotu do Polski?

Tęsknię za Polską prywatnie i zawodowo. Myślę, że przy odrobinie wysiłku można zbliżyć do siebie dwa kontynenty. Teraz żyję w Los Angeles i traktuje to miejsce jako moją bazę. Mój syn jest tam szczęśliwy, dzięki niemu, znajomym i pracy przynależę do tego miejsca. Praca na planie "7 rzeczy, których nie wiecie o facetach" była swoistym testem. Rok szkolny rozpoczął się w sierpniu, a po tygodniu mój syn był w stanie przyjechać ze mną do Polski na ponad miesiąc. Dało się. Jeśli będę otrzymywała ciekawe propozycje, które uda się zgrać z moim życiem w Stanach, na pewno z nich skorzystam. Nie koncentruję się tylko na filmach, mam pewne plany artystyczne związane z Polską. Być może niedługo będzie się działo coś kreatywnego związanego z moją osobą.

Co takiego?

Nie mogę jeszcze o tym mówić. Rola w "7 rzeczy, których nie wiecie o facetach" to były pierwsze koty za płoty, nie pracowałam w Polsce od lat, co w pewnym momencie stało się to dla mnie tematem samym w sobie. Zastanawiałam się, jak będzie - wyrosło to ponad właściwe proporcje. A było przyjemnie, trafiłam na świetny plan, poznałam fajnych ludzi.

Czy zaskoczyło cię coś na planie?

Pozytywna atmosfera. Mogę mówić o tym planie wyłącznie w superlatywach. Jeżeli pytasz o warunki, o to, czy catering i przyczepa dla aktorów różni się od tego, co jest w Stanach, to to nie ma dla mnie znaczenia. Chodzi o ludzi i ich nastawienie, to najważniejsze przy produkcji filmu. Czułam się bardzo dobrze, świetnie się mną zaopiekowano. W dość krótkim czasie stworzyliśmy fajną, zgraną grupę. To niezwykle cenne, w takich okolicznościach o wiele lepiej się pracuje.

Zabrałaś synka na plan?

Został z dziadkami w Krakowie. Wysłałam go do szkoły, żeby miał kontakt z dziećmi, w domu odrabiał lekcje ze szkoły, do której chodzi w Stanach. Chyba mu się nie nudziło, a ja się cieszę, bo obcował z językiem polskim. Teraz łatwiej nam się w nim porozumiewać.

Jak radzisz sobie z łączeniem macierzyństwa z pracą?

Wychowanie dziecka jest dla mnie priorytetem. Najbardziej męczy mnie długa rozłąka z synem. W zeszłym roku poleciałam na miesiąc do Meksyku, gdzie pracowałam na planie serialu "Edge". (produkcja platformy internetowej Amazon.com – przyp. aut.). Gdy zdjęcia przedłużyły się o dziesięć dni, nie wytrzymałam i przywiozłam syna. A plan zdjęciowy był wyjątkowo wdzięczny dla dzieci - kowboje, Dziki Zachód i piękna przyroda. Pracując nad rolą, lubię się odciąć od rzeczywistości, która mnie otacza, wtopić w moją bohaterkę. Odkąd jestem mamą, nie mogę nic udawać, muszę jednocześnie pamiętać, by mój syn będąc na planie zjadł, żeby go ktoś zawiózł i odwiózł, żeby był odpowiednio ubrany i tak dalej. To trochę rozprasza, ale można sobie z tym poradzić. Traktuję to jako kolejne wyzwanie.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

źródło: materiały prasowe MTL Maxfilm